Frampol – miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajne. To nie Kazimierz Dolny ani Zamość. Przyjeżdżasz i możesz pomyśleć: zwykły rynek, kilka ulic, cisza. A jednak kryje się tu coś, czego nie znajdziesz w wielu słynnych miejscach – opowieść o mieście zaprojektowanym jak matematyczny wzór i o historii, która niemal ten wzór zatarła.
Miasto idealne w praktyce
Frampol został założony w 1717 roku przez Marka Antoniego Butlera (Wikipedia). Był to czas, gdy w Europie od wieków krążyły wizje „miasta idealnego”: harmonijnego, proporcjonalnego, wygodnego dla mieszkańców. Tu, na skraju Roztocza, te idee zostały urzeczywistnione.
Plan miasta przypominał kwadrat o boku 500 metrów. W jego środku znalazł się rynek – wtedy 225 × 225 metrów, większy od krakowskiego. Z narożników rynku wychodziło osiem ulic niczym promienie słońca. Wokół biegły tzw. ulice stodolne – prowadzące wprost do pól.
Dziś ten układ widać najlepiej z lotu ptaka – albo na mapie w telefonie. Spacerując ulicami, możesz czuć tylko, że coś jest w tej przestrzeni „równe” i spokojne. Ale to właśnie świadectwo dawnej idei.

Od jarmarków po bombardowanie
Miasto rozwijało się jako ośrodek rzemieślniczy. Tkactwo, włosiankarstwo, sitarstwo – to były tutejsze specjalności. W 1789 roku Stanisław August Poniatowski nadał mu prawo do siedmiu jarmarków rocznie (Wikipedia).
Ten porządek i harmonia sprawiły jednak, że we wrześniu 1939 roku Frampol został niemal starty z powierzchni ziemi. Luftwaffe wybrała go jako poligon doświadczalny – geometryczny plan ułatwiał celowanie. W jednym dniu zniszczono ponad 90% zabudowy (Bombing of Frampol – Wikipedia). Drewniane domy rzemieślników przestały istnieć, a miasto straciło dawny charakter.
Ślady, które warto zobaczyć
Zwiedzanie Frampola nie polega na odwiedzaniu muzeów. To raczej szukanie śladów – czasem wyraźnych, czasem ukrytych.
- Rynek – dziś mniejszy (ok. 140 metrów boku), ale wciąż zachował czytelny układ. Najlepiej wejść w jego środek i spojrzeć na osie ulic. Tam najbardziej czujesz dawną ideę miasta idealnego (frampol.pl).
- Promieniste ulice – zwykłe, z niską zabudową, ale jeśli odpalisz mapę, zobaczysz, jak prowadzą wprost od rynku, tworząc gwiaździsty układ.
- Cmentarz żydowski – powstał już w 1735 roku. Ocalało na nim kilkadziesiąt macew, część zniszczona przez czas. To ważne świadectwo wielokulturowej historii regionu (sztetl.org.pl).
- Kościół św. Jana Nepomucena – barokowa świątynia ufundowana przez Józefa Butlera około 1740 roku, dziś wciąż centralne miejsce spotkań mieszkańców.
- Ślady drewnianej zabudowy – niewiele ich zostało, ale jeśli spojrzysz uważnie, znajdziesz resztki dawnych fundamentów, niektóre domy o charakterystycznym układzie warsztatowym. O drewnianej architekturze Frampola pisze szerzej Teatr NN.
Zalew – zwyczajny odpoczynek
Kilkaset metrów od centrum znajdziesz coś, czego dawni mieszkańcy nie znali – zalew o powierzchni 11 hektarów. To urokliwe miejsce na uboczu do kąpieli, wędkowania, spacerów. Latem działa plaża i camping. Ale jeśli przyjdziesz tu rano albo wieczorem, trafisz na ciszę, odbicia drzew w wodzie i spokój, którego nie znajdziesz nad większymi akwenami.
Miasto Frampol w literaturze
Miasteczko pojawia się w twórczości Isaaca Bashevisa Singera. Opisywał podobne miejscowości, a ilustratorka Irene Lieblich – także stąd pochodząca – utrwaliła rynek Frampola w ilustracjach do jego opowieści (źródło – teatrnn.pl).
Historycy urbanistyki z kolei wskazują Frampol jako rzadki przykład realizacji koncepcji miasta idealnego. Warto zajrzeć do opracowania prof. Jerzego Kowalczyka, które szerzej omawia znaczenie planu Frampola w historii polskiego i europejskiego urbanizmu (publikacja PAN).
Powrót do Radzięcina
Miasto Frampol nie przyciąga monumentalną architekturą ani wielkimi atrakcjami. Ale jeśli się zatrzymasz, zobaczysz rynek, ludzi, codzienny rytm – i poczujesz zwyczajność, która ma swoją wagę. To miasto, w którym doświadczysz najzwyklejszego życia małych polskich miasteczek.
A po takim dniu wrócisz do Radzięcina. Twój drewniany dom będzie czekał w ciszy. Wyjdziesz na werandę, usiądziesz w fotelu. Nic nie trzeba. Nie ma atrakcji do odhaczania, nie ma listy obowiązkowych punktów. Jest tylko spokój i świadomość, że kilka kilometrów dalej stoi miasto, które powstało jako idea, a dziś trwa w swojej zwyczajności.
Właśnie takie odkrycia są częścią Skrytki Roztocze – małych miejsc i chwil, które nie potrzebują wielkich słów, żeby zostały w pamięci.
Dodaj komentarz